Operacja „Market Garden”, przeprowadzona w dniach 17–25 września 1944 roku w Holandii, stanowiła największą do tamtej pory połączoną operację powietrznodesantową i lądowo-pancerną na zachodnim teatrze działań wojennych. Ambitny plan zakładał uchwycenie kluczowych przepraw rzecznych przez dywizje spadochronowe, w tym polską 1. Samodzielną Brygadę Spadochronową, oraz uderzenie brytyjskiego XXX Korpusu w celu przekroczenia Renu i wejścia do Zagłębia Ruhry. Zakończona strategiczną porażką ofensywa uwypukliła krytyczne ograniczenia w manewrowaniu bronią pancerną na podmokłym terenie, a także dowiodła wysokiej zdolności bojowej niemieckich jednostek zmotoryzowanych i pancernych zdolnych do szybkiej improwizacji taktycznej mimo wcześniejszych strat.
Geneza operacji i alianckie założenia strategiczne
Późnym latem 1944 roku, po gwałtownym pościgu za wycofującym się Wehrmachtem z Normandii w kierunku granic Rzeszy, aliancka machina wojenna stanęła w obliczu poważnego kryzysu logistycznego. Wydłużone linie zaopatrzeniowe, opierające się wciąż na prowizorycznym systemie transportu kołowego (tzw. Red Ball Express) oraz zniszczonych portach francuskich, uniemożliwiały prowadzenie jednoczesnej ofensywy na całej szerokości frontu zachodniego. W Naczelnym Dowództwie Alianckich Sił Ekspedycyjnych (SHAEF) doszło do konfrontacji dwóch koncepcji: szerokiego frontu, popieranej przez generała Dwighta D. Eisenhowera, oraz wąskiego uderzenia, forsowanej przez dowódcę 21. Grupy Armii, marszałka Bernarda Montgomery’ego. Ostatecznie Eisenhower uległ naciskom Brytyjczyka, przydzielając mu priorytet w zaopatrzeniu w celu wykonania głębokiego obejścia niemieckiej Linii Zygfryda od północy.
Plan Montgomery’ego opierał się na dwóch zsynchronizowanych fazach operacyjnych. Komponent powietrznodesantowy („Market”) angażował 1. Aliancką Armię Powietrznodesantową pod dowództwem generała Lewisa Breretona. Zgodnie z dyspozycjami, amerykańska 101. Dywizja Powietrznodesantowa miała zająć mosty w rejonie Eindhoven i Veghel, 82. Dywizja Powietrznodesantowa w okolicach Grave i Nijmegen, natomiast najdalszy, kluczowy most drogowy na Renie w Arnhem stanowić miał cel dla brytyjskiej 1. Dywizji Powietrznodesantowej, wspartej przez 1. Samodzielną Brygadę Spadochronową generała Stanisława Sosabowskiego. Zadaniem spadochroniarzy było utrzymanie korytarza drogowego przez maksymalnie 48 do 72 godzin, do czasu nadejścia głównych sił lądowych.
Komponent lądowy („Garden”) powierzono XXX Korpusowi generała porucznika Briana Horrocksa. Głównym celem zgrupowania pancernego był błyskawiczny marsz wytyczonym korytarzem o długości blisko 100 km. Założenia taktyczne były niezwykle optymistyczne, opierając się na wywiadowczych meldunkach o rzekomej całkowitej dezorganizacji wojsk niemieckich w Holandii. Dowództwo alianckie zignorowało raporty holenderskiego ruchu oporu oraz zdjęcia lotnicze wskazujące na proces odtwarzania w tym rejonie silnych formacji pancernych. Ten błąd w rozpoznaniu stanowił fundament późniejszej katastrofy.
Uwarunkowania terenowe a struktura uderzeniowa XXX Korpusu
Zasadniczą siłę uderzeniową XXX Korpusu stanowiła Dywizja Pancerna Gwardii (Guards Armoured Division), podążająca w awangardzie, zabezpieczana na flankach i w tylnym eszelonie przez 43. Dywizję Piechoty „Wessex” i 50. Dywizję Piechoty „Northumbrian”. Wyposażenie brytyjskich sił pancernych opierało się na maszynach amerykańskiej produkcji. Trzon stanowiły czołgi średnie M4 Sherman w wariantach z armatami kalibru 75 mm, a znaczącą wartość przeciwpancerną zapewniały pojazdy Sherman Firefly, uzbrojone w potężną, brytyjską armatę 17-funtową (76,2 mm), zdolną do skutecznego rażenia niemieckich czołgów ciężkich z bezpiecznych dystansów. Formacje rozpoznawcze wykorzystywały bardzo szybkie brytyjskie czołgi pościgowe Cromwell oraz lekkie wozy typu Stuart.
Zgromadzony potencjał pancerny okazał się jednak bezużyteczny w konfrontacji z holenderską topografią. Teren operacji w prowincji Brabancja Północna i Geldria składał się głównie z nisko położonych polderów, poprzecinanych gęstą i nieregularną siecią głębokich rowów melioracyjnych oraz kanałów. Grunt poza utwardzonymi nawierzchniami nie był w stanie utrzymać pojazdów gąsienicowych o masie przekraczającej 30 ton. W rezultacie potężne zgrupowanie pancerne zostało uwiązane do jednej, wzniesionej na groblach trasy – drogi nr 69, szybko ochrzczonej mianem „Drogi do piekła” (ang. Hell’s Highway). Wymusiło to marsz ubezpieczony w formacji kolumnowej, całkowicie pozbawiając jednostki pancerne możliwości rozwinięcia szyku i przeprowadzenia jakichkolwiek manewrów oskrzydlających.
Z taktycznego punktu widzenia szerokość frontu XXX Korpusu uległa zwężeniu do sylwetki jednego czołgu prowadzącego. Unieszkodliwienie pierwszej maszyny w kolumnie powodowało natychmiastowy zator i wstrzymywało marsz tysięcy pojazdów. Niemieckie oddziały obronne błyskawicznie zaadaptowały się do tych warunków, organizując sieć zasadzek z użyciem zakamuflowanej artylerii przeciwpancernej, w tym sprawdzonych dział PaK 40 kalibru 75 mm oraz uniwersalnych armat przeciwlotniczych FlaK 36 kalibru 88 mm. Brak przestrzeni operacyjnej zniwelował przewagę technologiczną i ilościową aliantów, sprawiając, że pancerne natarcie straciło impet już w pierwszych godzinach pierwszego dnia operacji.
Zaskoczenie pod Arnhem i rola niemieckich wojsk pancernych
Kluczowym punktem oporu okazało się Arnhem i jego okolice, gdzie bezpośrednio zrzucono lekko uzbrojoną brytyjską 1. Dywizję Powietrznodesantową generała Roya Urquharta. Wbrew ocenom alianckiego wywiadu, rejon ten nie był broniony wyłącznie przez jednostki tyłowe. Przebywał tam II Korpus Pancerny SS dowodzony przez SS-Obergruppenführera Wilhelma Bittricha, w skład którego wchodziły 9. Dywizja Pancerna SS „Hohenstaufen” oraz 10. Dywizja Pancerna SS „Frundsberg”. Formacje te, wycofane z frontu zachodniego po bitwie pod Falaise, znajdowały się w trakcie uzupełnień i reorganizacji. Mimo że część ciężkiego sprzętu była właśnie ładowana na transporty kolejowe w celu odesłania do Niemiec, obecność kilkudziesięciu sprawnych wozów PzKpfw IV, PzKpfw V Panther oraz dział szturmowych StuG III zdefiniowała przebieg bitwy.
Niemieckie dowództwo pod kierownictwem feldmarszałka Waltera Modela natychmiast sformowało elastyczne grupy bojowe (Kampfgruppen), które włączyły się do walk ulicznych przeciwko brytyjskim spadochroniarzom, uzbrojonym jedynie w zawodne granatniki PIAT i lekkie działa 6-funtowe kalibru 57 mm. Epizodem jaskrawo ilustrującym specyfikę tych starć była próba przełamania obrony mostu w Arnhem dokonana 18 września przez 9. batalion rozpoznawczy SS (Kampfgruppe Gräbner). Kolumna niemieckich zmechanizowanych wozów kołowych i półgąsienicowych Sd.Kfz. 250 i 251 wjechała bezpośrednio w strefę śmierci zorganizowaną przez 2. Batalion Spadochronowy podpułkownika Johna Frosta. Atak zakończył się masakrą niemieckiego pododdziału, jednak udowodnił niebezpieczną zdolność wroga do rzucania sił zmotoryzowanych bezpośrednio do kontrataków w obrysie stref zrzutu.
Maksymalny stopień nasycenia pola bitwy sprzętem ciężkim nastąpił 22 września, kiedy do walk o ostateczną likwidację przyczółka w Oosterbeek skierowano 506. Batalion Czołgów Ciężkich (schwere Panzerabteilung 506). Jednostka ta dysponowała czołgami PzKpfw VI B Tiger II (Königstiger). Wprowadzenie wozów o masie rzędu 68 ton, wyposażonych w armaty KwK 43 L/71 kalibru 88 mm i niemal całkowicie niewrażliwych na czołowy ostrzał alianckich dział kalibru 57 mm, systematycznie kruszyło brytyjską obronę. Tygrysy Królewskie (jak potocznie określa się te czołgi) były wykorzystywane do niszczenia pojedynczych budynków zajmowanych przez obrońców, całkowicie paraliżując alianckie próby wyrwania się z pierścienia okrążenia i pieczętując zniszczenie 1. Dywizji Powietrznodesantowej.
Udział 1. Samodzielnej Brygady Spadochronowej
Udział polskich oddziałów w operacji Market Garden od samego początku naznaczony był sporem kompetencyjnym i strategicznym sceptycyzmem generała Stanisława Sosabowskiego. Dowódca 1. Samodzielnej Brygady Spadochronowej wielokrotnie zgłaszał brytyjskiemu dowództwu zastrzeżenia dotyczące stref zrzutu, braku bezpośredniego wsparcia artyleryjskiego oraz wątpliwej jakości danych wywiadowczych. Harmonogram operacji zakładał zrzut Polaków w trzecim dniu walk, jednak pogorszenie warunków atmosferycznych nad Anglią spowodowało znaczne opóźnienia. Ostatecznie znaczna część brygady została zrzucona dopiero 21 września po południu w rejonie miejscowości Driel, na południowym brzegu Renu, naprzeciwko dogorywającego pod Oosterbeek przyczółka brytyjskiego.
Zrzut Polaków odbył się pod ciężkim ostrzałem niemieckiej artylerii i broni maszynowej z północnego brzegu, gdzie Niemcy zdołali obsadzić pozycje utracone wcześniej przez siły brytyjskie. Co gorsza, prom w Heveadorp, stanowiący główny cel uchwycenia dla 1. SBS i zaplanowany środek przeprawy ciężkiego wyposażenia, został wcześniej zniszczony. Polscy spadochroniarze, pozbawieni własnej artylerii przeciwpancernej (która przyleciała w szybowcach we wcześniejszym rzucie w innym rejonie), musieli odpierać ataki mniejszych niemieckich pododdziałów piechoty i improwizowanych oddziałów zmechanizowanych, jednocześnie podejmując próby ratowania okrążonych Brytyjczyków.
W nocy z 22 na 23 oraz z 23 na 24 września 1. SBS podjęła dramatyczne próby forsowania Renu przy użyciu niewystarczającej liczby małych, gumowych łodzi szturmowych. Przy silnym nurcie oraz morderczym ogniu niemieckiej broni maszynowej prowadzonym z wzniesień Westerbouwing, przeprawa zakończyła się wysokimi stratami. Na północny brzeg zdołało dotrzeć jedynie około 250 polskich żołnierzy, którzy natychmiast włączyli się do bezpośrednich walk w zrujnowanym Oosterbeek. Brytyjskie dowództwo, szukając w kolejnych tygodniach kozła ofiarnego za klęskę pod Arnhem, niesprawiedliwie obarczyło generała Sosabowskiego odpowiedzialnością za opóźnienia i rzekomą niechęć do walki, co doprowadziło do jego zdymisjonowania.
Pancerne natarcie na Nijmegen i strategiczne konsekwencje operacji
Podczas gdy spadochroniarze wykrwawiali się w Arnhem i Driel, natarcie XXX Korpusu ulegało ciągłym opóźnieniom. Już 17 września po południu czołgi Gwardii Irlandzkiej, ruszające z przyczółka na kanale Maas-Schelde (tzw. Joe’s Bridge), wpadły w zasadzkę. Zniszczenie 9 Shermanów zamroziło atak na długie godziny. W kolejnych dniach logistyczny koszmar “Drogi do piekła” potęgowały kontrataki formacji niemieckich, takich jak Kampfgruppe Walther i Kampfgruppe Chill. Niemieckie czołgi, działa szturmowe oraz piechota systematycznie przecinały alianckie linie komunikacyjne w rejonie Veghel i Uden. Wymuszało to na elementach Dywizji Pancernej Gwardii ciągłe zawracanie sił uderzeniowych w celu obrony własnych tyłów, co ostatecznie pogrzebało szanse na terminowe dotarcie do Renu.
Ostatnim wielkim aktem połączonych działań taktycznych w tej operacji był krwawy bój o most w Nijmegen 20 września. Wobec braku możliwości uchwycenia przeprawy z marszu, amerykańska 82. Dywizja Powietrznodesantowa dokonała desantu przez rzekę Waal na prymitywnych łodziach płóciennych w morderczym ogniu niemieckiej artylerii przeciwlotniczej pełniącej rolę wsparcia naziemnego. Sukces spadochroniarzy zbiegł się z uderzeniem czołgów Gwardii Grenadierów bezpośrednio na rampę mostu, gdzie zwalczały one okopane działa 88 mm i działa szturmowe. Choć rzekę Waal przekroczono, pancerne siły XXX Korpusu musiały zatrzymać się w połowie drogi do Arnhem, na rubieży Elst i Driel. Brak zapasów paliwa, wyczerpanie amunicji, rosnący opór niemieckich jednostek przeciwpancernych wspartych bronią pancerną oraz brak osłony piechoty wymusiły wstrzymanie operacji zaczepnych zaledwie kilkanaście kilometrów od celu.
Ostatecznie operacja Market Garden nie zrealizowała swojego głównego założenia – sforsowania Renu i otwarcia drogi do serca niemieckiego przemysłu wojennego. Alianci opłacili próbę wejścia do Rzeszy w 1944 roku stratą blisko 15-17 tysięcy zabitych, rannych i wziętych do niewoli. Konsekwencją tego niepowodzenia było wydłużenie wojny w Europie o kolejne osiem miesięcy. Aliancki front zatrzymał się w Holandii, skazując lokalną populację na tragiczną “Zimę Głodu” (Hongerwinter), a wojska koalicji antyhitlerowskiej musiały przygotować się na mordercze zmagania w lasach Hürtgen i zbliżającą się, masową niemiecką kontrofensywę pancerną w Ardenach. Przekroczenie Renu i ostateczne złamanie Wehrmachtu stało się możliwe dopiero wiosną 1945 roku.
M.B.





