Godziny otwarcia: środa-niedziela, godz. 10.00-18.00

70. rocznica Poznańskiego Czerwca 1956 roku

Wydarzenia z 28 czerwca 1956 roku w Poznaniu, określane w historiografii mianem Poznańskiego Czerwca, stanowiły pierwszy w powojennej Polsce masowy zryw robotniczy przeciwko komunistycznemu aparatowi władzy. Brutalnie spacyfikowane przez oddziały milicji i wojska protesty na trwałe zapisały się w świadomości mieszkańców Poznania.

U podłoża wystąpień leżał splot czynników natury ekonomicznej i polityczno-społecznej. Bezpośrednią przyczyną rosnącego napięcia społecznego była drastyczna eksploatacja gospodarcza, wyrażająca się w systematycznym zawyżaniu norm produkcyjnych przy jednoczesnym zamrożeniu płac. Radykalizację nastrojów w Zakładach Przemysłu Metalowego im. H. Cegielskiego (wówczas ZISPO) wywołało ostateczne zignorowanie przez centralne władze partyjno-państwowe postulatów dotyczących m.in. zwrotu niesłusznie naliczonego podatku od wynagrodzeń. Frustrację społeczną potęgował powszechny sprzeciw wobec opresyjnego systemu stalinowskiego, wszechobecnej cenzury i działań aparatu bezpieczeństwa.

Czołgi T-34-85 na ulicach Poznania 28 czerwca 1956 roku (fot. ze zbiorów Wielkopolskiego Muzeum Niepodległości/IPN)

Czołgi T-34-85 na ulicach Poznania 28 czerwca 1956 roku (fot. ze zbiorów Wielkopolskiego Muzeum Niepodległości/IPN)

Zarzewiem konfliktu stał się proklamowany rano 28 czerwca strajk generalny, który początkowo przybrał formę wielotysięcznej, pokojowej manifestacji. Forma protestu uległa jednak diametralnej zmianie, gdy z gmachu Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego padły pierwsze strzały do demonstrantów. Incydent ten zainicjował eskalację i spontaniczne starcia zbrojne z użyciem broni palnej. Reakcja władz Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej charakteryzowała się skrajną bezwzględnością. Na mocy decyzji Biura Politycznego KC PZPR oraz ministra obrony narodowej, marszałka Konstantego Rokossowskiego, do pacyfikacji miasta skierowano regularne jednostki Ludowego Wojska Polskiego, nad którymi dowództwo w Poznaniu przejął wiceminister obrony narodowej gen. Stanisław Popławski. Skala zaangażowanych sił była bezprecedensowa – w operacji wykorzystano łącznie ponad 10 tysięcy żołnierzy, około 900 pojazdów kołowych oraz potężne zgrupowanie liczące 359 czołgów i 31 dział pancernych.

Jako pierwsze, już w godzinach południowych, do walk włączono pododdziały miejscowej Oficerskiej Szkoły Wojsk Pancernych i Zmechanizowanych. Wysłano je na odsiecz oblężonemu gmachowi UB przy ul. Kochanowskiego, jednak dwa czołgi zostały szybko opanowane i rozbrojone przez demonstrantów. Jeden z nich próbowano następnie wykorzystać do ostrzału budynku bezpieki. Decydujące uderzenie wyprowadził jednak 2. Korpus Pancerny, postawiony w stan alarmu bojowego na rozkaz szefa Sztabu Generalnego WP, gen. Jerzego Bordziłowskiego.

Czołgi na Placu Stalina (dzisiaj Plac Adama Mickiewicza) (fot. autor nieznany/Wikimedia Commons)

Czołgi na Placu Stalina (dzisiaj Plac Adama Mickiewicza) (fot. autor nieznany/Wikimedia Commons)

Po godzinie 14:00 do miasta zaczęły wkraczać siły 19. Dywizji Pancernej, ściągnięte z letniego obozu ćwiczebnego w Biedrusku. Dywizja ta wprowadziła do akcji około 1800 żołnierzy oraz 130 czołgów i wozów bojowych. Jej poszczególne oddziały – w tym 23. Pułk Czołgów, 69. Pułk Czołgów oraz 13. Batalion Czołgów i Artylerii Pancernej – skierowano do bezpośrednich walk ulicznych, odblokowania WUBP, a także ochrony kluczowych obiektów infrastrukturalnych, takich jak Elektrownia Miejska czy Radiostacja Poznańska. Z racji przedłużających się walk, w godzinach wieczornych (około 20:00) siły te zostały wsparte przez oddziały 10. Sudeckiej Dywizji Pancernej, operującej m.in. siłami 2. Pułku Czołgów, 71. Pułku Czołgów oraz 10. Batalionu Czołgów i Artylerii Pancernej. Pojazdy pancerne skierowane na wąskie, śródmiejskie ulice nierzadko traciły atut manewrowości i stawały się celem ataków demonstrantów uzbrojonych w butelki z płynem zapalającym, co doprowadziło do uszkodzenia lub czasowego wyeliminowania z walki kilkudziesięciu wozów.

W obawie przed niechęcią żołnierzy do stłumienia zamieszek, oficerowie polityczni i dowódcy podczas odpraw wmawiali ściąganym do Poznania z poligonów (w Biedrusku i Wędrzynie) żołnierzom 2. Korpusu Pancernego, że w mieście wybuchło zbrojne powstanie wywołane przez zachodnioniemieckich agentów i rewizjonistów, których celem jest oderwanie Poznania i Wielkopolski od Polski, a miasto jest atakowane przez proniemieckie bojówki lub wręcz zrzucono do niego zachodnich spadochroniarzy.

Skalę determinacji aparatu państwowego do siłowego stłumienia buntu zilustrowało radiofoniczne wystąpienie ówczesnego premiera Józefa Cyrankiewicza, zawierające bezprecedensową groźbę „odrąbania ręki” podniesionej na „władzę ludową”. Bilans poznańskiej pacyfikacji okazał się tragiczny. W wyniku działań zbrojnych śmierć poniosło od 58 do nawet 79 osób, w tym trzynastoletni Roman Strzałkowski – pośmiertny symbol ofiar Czerwca – a kilkaset odniosło rany. Straty poniosło również wojsko i organy bezpieczeństwa, w tym kilku zabitych żołnierzy i funkcjonariuszy. W następstwie zamieszek aparat represji zainicjował masowe aresztowania, którym towarzyszyły brutalne metody śledcze, zakończone później pokazowymi procesami sądowymi. Mimo spacyfikowania protestujących, Poznański Czerwiec zdeterminował jednak dynamikę procesów ustrojowych w Polsce. Obnażając głęboki kryzys legitymizacji władzy komunistycznej, zryw ten stał się bezpośrednim katalizatorem przesilenia politycznego, które w konsekwencji doprowadziło do tzw. odwilży październikowej w 1956 roku oraz restrukturyzacji aparatu rządzącego pod kierownictwem Władysława Gomułki.

Autor: MB